Głowica...? Zwykła stal konstrukcyjna. Wykonuję zwykle na dwa sposoby.
Opcja pierwsza, wytrzymalsza:
Dwie płaskie części z wypiłowanymi bruzdami na kształt końca trzpienia, zgrzewam, następnie pilnikiem dopiłowuję kształt powstałego z dwóch bruzd otworu, nasadzam na trzpień, zakuwam i formuję na gorąco, po czym wystający koniec trzpienia zakuwam. (postępowanie podobnie jak w przypadku nitowania, należy tylko zwrócić uwagę, aby koniec trzpienia był całkowicie odpuszczony) Zaletą tego rozwiązania jest możliwość zakucia głowicy na trzpieniu o przekroju prostokątnym i o dużej szerokości, co sprawia, że złamanie lub rozruszanie głowicy jest praktycznie niewykonalne.
Opcja druga, bardziej "historyczna":
Głowica odkuta lub wycięta zgrubnie z jednego kawałka stali, przewiercona na wylot wiertłem nadwymiarowym w stosunku do trzpienia, po nasadzeniu na trzpień o klasycznej formie, czyli zwężający się w klin, zostaje zakuta na gorąco i zakontrowana podobnie jak w opcji pierwszej.
W jednym i drugim przypadku, precyzyjne wyważanie i dokładniejszą obróbkę wykonuję już na osadzonej głowicy.
Zaś, co do twardości miecza, mój jest sprężysty, ale nie w stopniu, który zagrażałby mu uszkodzeniem.

Po prostu stal sprężynowa sama z siebie nie jest jakimś szalonej jakości materiałem, więc bez kompozytowania jej nie warto się szarpać.

Dlatego zahartowałem ją dosyć nisko, ale na tyle, żeby też nie szczerbił się zbyt szybko podczas walki.

Odkształca się bardzo niechętnie.
