Jak komuś nie szkoda czasu, węgla, stali i wysiłku na eksperymenty, to pewnie, że można. W końcu średniowieczni płatnerze tak do tego doszli. Tyle, że im to zajęło parę pokoleń - no ale nie wpajano im w szkole "naukowego bełkotu" na chemii i fizyce
Hartowanie blach
Moderatorzy: Nomad, BANAN, Marcin, Nikiel
"To wszystko mozna osiągnąć bez tego bełkotu......................"
Jak komuś nie szkoda czasu, węgla, stali i wysiłku na eksperymenty, to pewnie, że można. W końcu średniowieczni płatnerze tak do tego doszli. Tyle, że im to zajęło parę pokoleń - no ale nie wpajano im w szkole "naukowego bełkotu" na chemii i fizyce
Jak komuś nie szkoda czasu, węgla, stali i wysiłku na eksperymenty, to pewnie, że można. W końcu średniowieczni płatnerze tak do tego doszli. Tyle, że im to zajęło parę pokoleń - no ale nie wpajano im w szkole "naukowego bełkotu" na chemii i fizyce
Oczywiście nie osiagnie sie tak wyśrubowanych właściwości jak przy naukowych sposobach.
Ale osiagnie sie cos nieuchwytnego - osobiste doswiadczenie rzemieslnika .
Jego radość z dobrze wykonanego przedmiotu.
I poczucie ,ze coś sam do czegoś doszedł , a nie tylko wzioł gotowy przepis na hartowanie i mu wyszło.
Poza tym w warsztatach płatnerskich raczej nie ma warunków do wykorzystania takiego przepisu - brak sprzetu , mierników , czasu itp.
Jest to co jest i z tym trzeba sobie radzić .
czesto stosuje sie stare sposoby (np jak zahartować 360 szt elementów paluszków do rekawic wykonanych z blachy 1mm 50hf- ale tak aby nie było na nich zbyt wielkiej zendry?)
Mając niehermetyczny piec ?
Odp: trzeba zrobic stalowe pudelko z przykrywką - wsypac elementy , obsypac pyłem z wegla drzewnego - sporo , zamknąć i wsadzić do pieca.
Otworzyc okna coby czad sie ulotnił (w pudełku bedzie sie wytwarzał tlenek węgla ktory jest trujący) no i nagrzać .
po nagrzaniu wyciagamy pudełko - zdejmujemy pokrywke i wrzucamy zawartość do chłodziwa .
przy wrzucaniu musi byc maska na twarz bo wegiel rozrzażony do czerwoności w czasie wrzucania dostaje tlenu i pieknie wybucha w chmurze żaru w powietrzu nad zbiornikiem z chłodziwem.
Potem oczywiscie odpuszczanie w podobnym pudełku z weglem.
Ps. wegiel zabiera tlen z pudełka i nie nastepuje utlenianie materiału - zendra - a ona jest strasznie twarda i bardzo pracochłonna przy usuwaniu - mając 360 elementów...
To kompilacja wiadomosci naukowych (temp hartowania tej stali - ok 840stopni) i starych patentów hartowników (pudełko z weglem) i wlasnego doswiadczenia - maska itp.
Moze nie jest to idealnie zahartowane , ale idealnie nie trzeba - wystarczy tak jak jest.
No i cały proces dobrze wpasowuje sie w proces produkcji rekawic
Ale osiagnie sie cos nieuchwytnego - osobiste doswiadczenie rzemieslnika .
Jego radość z dobrze wykonanego przedmiotu.
I poczucie ,ze coś sam do czegoś doszedł , a nie tylko wzioł gotowy przepis na hartowanie i mu wyszło.
Poza tym w warsztatach płatnerskich raczej nie ma warunków do wykorzystania takiego przepisu - brak sprzetu , mierników , czasu itp.
Jest to co jest i z tym trzeba sobie radzić .
czesto stosuje sie stare sposoby (np jak zahartować 360 szt elementów paluszków do rekawic wykonanych z blachy 1mm 50hf- ale tak aby nie było na nich zbyt wielkiej zendry?)
Mając niehermetyczny piec ?
Odp: trzeba zrobic stalowe pudelko z przykrywką - wsypac elementy , obsypac pyłem z wegla drzewnego - sporo , zamknąć i wsadzić do pieca.
Otworzyc okna coby czad sie ulotnił (w pudełku bedzie sie wytwarzał tlenek węgla ktory jest trujący) no i nagrzać .
po nagrzaniu wyciagamy pudełko - zdejmujemy pokrywke i wrzucamy zawartość do chłodziwa .
przy wrzucaniu musi byc maska na twarz bo wegiel rozrzażony do czerwoności w czasie wrzucania dostaje tlenu i pieknie wybucha w chmurze żaru w powietrzu nad zbiornikiem z chłodziwem.
Potem oczywiscie odpuszczanie w podobnym pudełku z weglem.
Ps. wegiel zabiera tlen z pudełka i nie nastepuje utlenianie materiału - zendra - a ona jest strasznie twarda i bardzo pracochłonna przy usuwaniu - mając 360 elementów...
To kompilacja wiadomosci naukowych (temp hartowania tej stali - ok 840stopni) i starych patentów hartowników (pudełko z weglem) i wlasnego doswiadczenia - maska itp.
Moze nie jest to idealnie zahartowane , ale idealnie nie trzeba - wystarczy tak jak jest.
No i cały proces dobrze wpasowuje sie w proces produkcji rekawic
Oczywiście że nie, bo przecież nie o to chodzi.Mardinus pisze:Oczywiście nie osiagnie sie tak wyśrubowanych właściwości jak przy naukowych sposobach.
Fajnie by było, jakby to tak działało, że bierzesz sobie "gotowy przepis na hartowanie" i wychodziAle osiagnie sie cos nieuchwytnego - osobiste doswiadczenie rzemieslnika .
Jego radość z dobrze wykonanego przedmiotu.
I poczucie ,ze coś sam do czegoś doszedł , a nie tylko wzioł gotowy przepis na hartowanie i mu wyszło.
No i dlatego właśnie nie ma czegoś takiego, jak "gotowy przepis na hartowanie", tylko są podstawy teoretyczne tego, co się chce robić. Wiadomo, że potem będzie wychodziło raz lepiej, raz gorzej, ale przynajmniej wiadomo, dlaczego wyszło raz lepiej, raz gorzej.Poza tym w warsztatach płatnerskich raczej nie ma warunków do wykorzystania takiego przepisu - brak sprzetu , mierników , czasu itp.
Jest to co jest i z tym trzeba sobie radzić .
-
thoracifex
- Posty: 28
- Rejestracja: 16 sie 2010, 17:05
- Lokalizacja: Wretslaw/ Varsovia
Tylko dochodzi jeden problem. Podczas grzania, a szczególnie podczas bardzo gwałtownego chłodzenia powstają ogromne naprężenia i blachy/profile po prostu się skręcają. Szczególnie duże elementy. Może się okazać, że idealnie spasowane folgi czy nagolennice (przód z tyłem) po całym procesie utwardzania nie będą do siebie pasowały.
pozdrawiam
Vern
Vern
True, true. Łukasz Lewandowski (Lorifactor) opowiadał mi, że jak robił noże, to połowa wracała mu z hartowni zgięta w banana... Rozmawiałem o tym ze znajomym materiałoznawcą i opowiadał mi, że istotny tu jest bardzo sposób, w jaki wkłada się rozgrzany element do chłodziwa, w znaczeniu kąt, płaszczyzna itp, np nałokietnik czy nakolanek wkłada się od "czubka" itd... Chyba żeby je uprzednio wyżarzać, ale nie wiem, ile godzin to by się musiało grzać, żeby się naprężenia rozeszły...
-
thoracifex
- Posty: 28
- Rejestracja: 16 sie 2010, 17:05
- Lokalizacja: Wretslaw/ Varsovia
To chyba nie taka prosta sprawa jak mi się zdaję. Nie wyobrażam sobie jak na przykład możnaby stosować tą metodę do nagolennic przykładowo. Akurat nakolanek ma taką geometrię , że nie powinno być z nim większych problemów. Poza tym jest mały i z dość grubego materiału. Sądzę , że większe problemy byłyby z folgami, a jeszcze większe z dużymi elementami o niezbyt głębokim profilu, jak np połówki bocznych zamknięć od armetu, czy choćby elementy kirysów.EO pisze: istotny tu jest bardzo sposób, w jaki wkłada się rozgrzany element do chłodziwa, w znaczeniu kąt, płaszczyzna itp, np nałokietnik czy nakolanek wkłada się od "czubka" itd...
Można sobie z tym poradzić w przypadku stosowania stali spawalanych. Wspawać usztywnienia (czasowo), jednak problem zaczyna się gdy robimy blachy ze sprężynówki.
Sprężynówka wydaje się najlepszym produktem we współczesnych hajendowych wyrobach płatnerskich. Historyczność historycznością. Oczywiście jestem zdecydowanym zwolennikiem jaknajwierniejszego odwzorowania realiów historycznych. Ale zakładając , że klient ma kupić za 5 tyś Euro garnitur, lepiej gdyby był to produkt droższy ale jednak wytrzymały i odporny na hardkorową eksploatację (to tak odnoście Twoich rozważań Przemek o stali sprężynowej). O ile kiedyś było stać kogoś na zbroje to było go stać na jej utrzymanie, ale dziś jest to problem. Istanieje reenactmet prezentowany przez pewne grypy rekonstrukcyjne gdzie kombatanci nie walczą a jedynie "się przebierają", ale moim zdaniem mija się to trochę z celem. Nie krytykuję tego, ale uważam, że zatraca się całe piękno zabawy bronią i uzbrojeniem z okresu średniowiecza.
pozdrawiam
Vern
Vern
Dygresja - czy ludzie, którzy kupują garnitury za 5 tys euro, rzeczywiście poddają jej hardkorowej eksploatacji? 
Zresztą ja się ostatnio też trochę przekonałem do sprężynówki, zwłaszcza w elementach niehartowanych. Tak jak 45-ka sprawdza się dobrze po przekuciu i wyobleniu (wszelkie elementy solidnie odkształcone, typu nakolanki, nagolennice itp, które się przy okazji podhartowują przy obróbce), tak przy prostych paskach typu folgi (nie tyle kutych, co wyginanych) jest jednak trochę za miękka moim zdaniem, i tu jednak zamierzam stosować 50HF.
Zresztą ja się ostatnio też trochę przekonałem do sprężynówki, zwłaszcza w elementach niehartowanych. Tak jak 45-ka sprawdza się dobrze po przekuciu i wyobleniu (wszelkie elementy solidnie odkształcone, typu nakolanki, nagolennice itp, które się przy okazji podhartowują przy obróbce), tak przy prostych paskach typu folgi (nie tyle kutych, co wyginanych) jest jednak trochę za miękka moim zdaniem, i tu jednak zamierzam stosować 50HF.
-
thoracifex
- Posty: 28
- Rejestracja: 16 sie 2010, 17:05
- Lokalizacja: Wretslaw/ Varsovia
O tak. Zdecydowanie. Popatrz na jousterów. To są na prawdę ludzie gotowi wydać kupę kasy na zabawki.EO pisze:Dygresja - czy ludzie, którzy kupują garnitury za 5 tys euro, rzeczywiście poddają jej hardkorowej eksploatacji?
Ja w zasadzie zamierzam używać głównie 50tki, a 45 tam gdzie trzeba spawać. Chyba, że ktoś sobie zażyczy wszystko ze sprężynówki i żadnych spawów. I oczywiście wszystko hartowane.
Z tego co wiem to najlepiej tą sztukę opanowali Niemcy (jeszcze w średniowieczu) i pod koniec XVw hartowali najdroższe gotyki uzyskując bardzo lekkie i bardzo mocne zbroje.
Wszystko warto przekuć głównie po to by nadać sztuwność. Z resztą folgi przy nakolankach i nałokcicach nie powinny mieć profili rozwijalnych. Wykuwane na profile dwuwypukłe po pierwsze lepiej pracują, estetyczniej wyglądają, ale i są sztywniejsze.EO pisze:(nie tyle kutych, co wyginanych)
pozdrawiam
Vern
Vern
Ostatnio zaczołem hartować wyroby na Politechnice u profesjonalisty.
Jak zobaczył moje wyroby (zahartowane) w mojej pracowni to sie zdziwił ,ze tak dobrze są zahartowane .
Teraz hartuje mi dokladnie tak samo jak ja hartowałem - uzyskuje takie same parametry (około 41 HRC twardości dla 50 hf i C45)
odkształcenia są minimalne i zendra nie istnieje - ale jest oksyda ......
Hartuje w osłonie węglowodorów.
Co do wyoblania płaskich elementów to ostatnio doszedłem do wniosku ,że wszystko trzeba jajpierw troche wyoblic - nawet elementy które mają byc wycinkiem rury -folgi , szorce itp.
W czasie kształtowania docelowego te wyoblenie znika - likwiduje sie - ale.... zostaje taki cień tego wyoblenia - czasami tylko na grubośc blachy itp.
Nie do rozróżnienia na pierwszy rzut oka , ale to wtedy nie jest płaski kawalek blachy , lecz miska (mała bo mała ale miska) no i sie inaczej światło na powierzchni załamuje..... cały wyrób staje sie bardziej "miekki" optycznie .
Pewnie i wytrzymałość wzrasta ( lecz to raczej pomijalny efekt)
Jak zobaczył moje wyroby (zahartowane) w mojej pracowni to sie zdziwił ,ze tak dobrze są zahartowane .
Teraz hartuje mi dokladnie tak samo jak ja hartowałem - uzyskuje takie same parametry (około 41 HRC twardości dla 50 hf i C45)
odkształcenia są minimalne i zendra nie istnieje - ale jest oksyda ......
Hartuje w osłonie węglowodorów.
Co do wyoblania płaskich elementów to ostatnio doszedłem do wniosku ,że wszystko trzeba jajpierw troche wyoblic - nawet elementy które mają byc wycinkiem rury -folgi , szorce itp.
W czasie kształtowania docelowego te wyoblenie znika - likwiduje sie - ale.... zostaje taki cień tego wyoblenia - czasami tylko na grubośc blachy itp.
Nie do rozróżnienia na pierwszy rzut oka , ale to wtedy nie jest płaski kawalek blachy , lecz miska (mała bo mała ale miska) no i sie inaczej światło na powierzchni załamuje..... cały wyrób staje sie bardziej "miekki" optycznie .
Pewnie i wytrzymałość wzrasta ( lecz to raczej pomijalny efekt)
znacie może sposoby zminimalizowania prawsopodobienstwa powstania odkształcen podczas hartowania?
Elemęty hartuję w profesjonalnej hartowni, ale zawsze ulegają one odkształceniu. Przy paskach na zbrojniki, bądz innych małych elemętach nie jest to wielki problem. Nawet jeśli coś się wypręży to można to naprawić. Jednak przy hartowaniu kirysu powstał problem lezał on częscią wewnętrzną do dołu i cały "oklapł" bąbka się spłaszczyła, i mimo ze był dopasowany po hartowaniu nie jest wygodny poniewaz sie rozszezył po bokach, tak ze nie mogę swobodnie trzymać rąk przy ciele poniewaz kirys zbyt odstaje od ciała.
Jestem w trakcie robienia nowego, i zastanawiam się czy mozna sięustrzec przed zniekształceniami.
Myslałem zeby zrobić cos na kształt żeber z pręta np10x10 i na czas hartowania podczepic je od srodka, choć z drugiej strony nie wiem czy ciezar takiej konstrukcji podczas hartowania nie spłaszczy bąbki jeszcze bardziej.
Elemęty hartuję w profesjonalnej hartowni, ale zawsze ulegają one odkształceniu. Przy paskach na zbrojniki, bądz innych małych elemętach nie jest to wielki problem. Nawet jeśli coś się wypręży to można to naprawić. Jednak przy hartowaniu kirysu powstał problem lezał on częscią wewnętrzną do dołu i cały "oklapł" bąbka się spłaszczyła, i mimo ze był dopasowany po hartowaniu nie jest wygodny poniewaz sie rozszezył po bokach, tak ze nie mogę swobodnie trzymać rąk przy ciele poniewaz kirys zbyt odstaje od ciała.
Jestem w trakcie robienia nowego, i zastanawiam się czy mozna sięustrzec przed zniekształceniami.
Myslałem zeby zrobić cos na kształt żeber z pręta np10x10 i na czas hartowania podczepic je od srodka, choć z drugiej strony nie wiem czy ciezar takiej konstrukcji podczas hartowania nie spłaszczy bąbki jeszcze bardziej.
Ostatnio zmieniony 12 gru 2010, 18:37 przez Blady, łącznie zmieniany 4 razy.
Mam pytanie praktyczne:
Zrobiłem (przy okazji rodzinnego grilla) test hartowania 45-ki - rozgrzałem do tych ok. 800 i chlup do wody. Wyszło super twardo i super krucho - blacha kruszyła się jak herbatnik, lekko stuknięta młotkiem. Zacząłem czytać o odpuszczaniu i wyszło mi, że w warunkach domowych to jest dość trudne, bo temperaturę 300-400 stopni trzeba utrzymać przez dłuższy czas, co bez pieca z regulacją jest trudne. Prawda to? Czy wystarczy po takiej kąpieli przejechać palnikiem (czy w palenisku) na niebiesko i będzie dobrze?
Druga rzecz - grzebiąc w internecie w temacie hartowania znalazłem kilka zaleceń płatnerzy, żeby chłodzić nie w wodzie, tylko w oleju, a potem odpuszczać nawet w domowym piekarniku, na godzinkę-dwie wrzucając w 250st. Z tego co wiem, robi tak też wielu nożowników - ale umówmy się, zbroja ma trochę inne narażenie na udar niż typowy nóż. Toteż do tych z Was, którzy już to robili - to działa?
Chciałbym uniknąć oddawania do hartowni, bo jakoś tak źle się czuję na myśl, że wypieszczone blaszki miałbym oddawać do jakiejś masowej przetwórni, gdzie je będą widłami przerzucać
Zrobiłem (przy okazji rodzinnego grilla) test hartowania 45-ki - rozgrzałem do tych ok. 800 i chlup do wody. Wyszło super twardo i super krucho - blacha kruszyła się jak herbatnik, lekko stuknięta młotkiem. Zacząłem czytać o odpuszczaniu i wyszło mi, że w warunkach domowych to jest dość trudne, bo temperaturę 300-400 stopni trzeba utrzymać przez dłuższy czas, co bez pieca z regulacją jest trudne. Prawda to? Czy wystarczy po takiej kąpieli przejechać palnikiem (czy w palenisku) na niebiesko i będzie dobrze?
Druga rzecz - grzebiąc w internecie w temacie hartowania znalazłem kilka zaleceń płatnerzy, żeby chłodzić nie w wodzie, tylko w oleju, a potem odpuszczać nawet w domowym piekarniku, na godzinkę-dwie wrzucając w 250st. Z tego co wiem, robi tak też wielu nożowników - ale umówmy się, zbroja ma trochę inne narażenie na udar niż typowy nóż. Toteż do tych z Was, którzy już to robili - to działa?
Chciałbym uniknąć oddawania do hartowni, bo jakoś tak źle się czuję na myśl, że wypieszczone blaszki miałbym oddawać do jakiejś masowej przetwórni, gdzie je będą widłami przerzucać
- krzysieklup
- Posty: 325
- Rejestracja: 20 kwie 2011, 17:45
- Lokalizacja: Łapy ok.Białegostoku
- Kontakt: