Jacenty, skladalem piec zdaje sie w sobote, w poniedzialek juz odpalilem na godzinke, a potem juz nie zwracalem uwagi na pierduly, kuc sie chcialo. Cegly sa tak dociete ze trzymaja sie kupy same, na wrab z klinem. Ze szpar wysypalo sie troche gliny z piaskiem i tyle.
A dzisiaj z okazji przyjazdu "telewizorow" do firmy wcelu zdobycia "ciekawych materialow" ( nie wiem co boss im nasciemnial ze sie dali na to zlapac

) dla jakiejs regionalnej telewizji dla emerytow z NY piec pracowal 6 godzin ciagiem do przerwy na lunch i po polgodzinnym odpoczynku nastepne 5 godzin.
Okolo 3 po poludniu mialem juz dosyc i przykrecilem maksymalnie gaz z powietrzem, tak aby ledwo pyrkal, aby nie wystygl jak sobie chwile spoczne. No i wtedy zassal ogien do palnika, zaczelo sobie furkotac. "Telewizory" nawet sie nie zorientowaly ze cos jest nie tak. Spokojnie, nonszalanckim gestem, kleszczami puknalem w zawor gazowy, zamknalem doplyw, dalem ciut wiecej powietrza i ponownie odkrecilem gaz na minimum ( zawor kulowy, regulacja na "czuja" i na oko) Cichutko zaskoczyl, samozaplon od rozgrzanych do bialego cegiel dziala niezawodnie
Biorac pod uwage ze nie jestem znawca ani wynalazca, zrobilem dotychczas tylko trzy palniki ( typ venturi, t-rex i gunburner a'la Faja Banana, wszystkie trzy dzialaly niezawodnie od pierwszego odpalenia ) i dwa piece, nie bede sie wypowiadal publicznie na temat konstrukcji i eksploatacji nieswoich zabawek
Moge powiedziec - nie znam sie ...
A ze swoich zabawek jestem bardzo, ale to bardzobardzo zadowolony

Ingenuity is the third hand of a craftsman ...
Tom